michal dluzak i rokitka mEch, więc ktoś jednak chce dowiedzieć się czegoś o autorze? Autor jest najmniej ważny. W średniowieczu księgi, dokonania artystyczne, naukowe i architektoniczne nie były podpisywane imieniem twórcy, a tworzone na większą chwałę Boga. Średniowiecze już dawno minęło (trochę szkoda) więc podpisuję się pod moją opowieścią… chociaż wciąż ad maiorem Stettini gloriam!

Chciałoby się rzec, że jestem rodowitym Pomorzaninem, ale tak jak wielu mieszkańców tej pięknej krainy, korzenie mojej rodziny sięgają różnych zakątków Polski. Z Pomorzem jestem związany od mojego dziada Jana, który osiedlił się tutaj z Polski Centralnej i spotkał moją Babcię Feliksę, wracającą z niewolniczej pracy w III Rzeszy, po 1945 roku. Jestem drugim pokoleniem urodzonym na pomorskiej ziemi. Urodziłem się i wychowałem na pograniczu historycznego księstwa Pomorskiego i Nowej Marchii - w Połczynie-Zdroju (Poltzin) i Sławoborzu (Stoltenberg) - by po latach przenieść się do Kołbacza (Kolbatz) i ostatecznie osiąść w Szczecinie (Stettin).

Z wykształcenia socjolog, z zawodu informatyk, z zamiłowania ogrodnik. Miłośnik kotów, nie tylko czarnych. Bibliofil uwielbiający swoją bibliotekę. Nie napiszę ile jest książek w kolekcji, bo zaraz usłyszę, że “nikt nie potrzebuje tylu książek”. Jest ich po prostu dużo. Czy przeczytałem jest wszystkie? Nie… ale w tej ilości wyglądają imponująco. To głównie fantastyka naukowa z lat 1945-1995, znajdą się w niej również książki historyczne (w szczególności pomeranika), biografie interesujących ludzi i komiksy.

Wszystko się więc układa w logiczną całość: historia + koty + książki = książka SF z kotem i historią w tle.

Nie, absolutnie nie jestem pisarzem. Pisarz to zawodowiec, utrzymujący się ze swojego pisania, a ja… ja po prostu chciałem opowiedzieć ciekawą historię, zabrać czytelnika w podróż, którą sam odbywałem wiele razy marząc o dawnej doli i niedoli Szczecina. W tym mieście historia zapisana jest w każdym kroku, wystarczy spojrzeć pod nogi po czym się chodzi, wystarczy spojrzeć dookoła siebie, by odnaleźć świadków historii. Ale już trzeba ciekawości, która zaprowadzi nas do Muzeum Narodowego, by tam zobaczyć najstarsze karty dziejów miasta.

Czyli ciekawość, tak, uczyłem się jej od Profesora Ciekawskiego.

Ach cóż to za postać przemyka po ulicach.
Tu spojrzy, tam zajrzy i wszystkim się zachwyca.
Powącha autobus, pogłaszcze stare drzewo (...)

Ciekawość jest motorem napędowym mojego działania. Ciekawość by doświadczyć życia frontowca z 1 Armii Wojska Polskiego spowodowała, że zająłem się rekonstrukcją historyczną. Współpracując z Drużyną Grodu Trzygłowa pod przewodem Igora Górewicza, odtwarzałem sylwetkę żołnierza piechoty gen. Popławskiego. A był to dopiero początek. Przez ponad dziesięć lat zdarzyło mi się wcielać w postać żołnierza armii pruskiej, Błękitnej Armii gen. Hallera, żołnierza Armii Francuskiej, walczącego pod Verdun - tam straciłem rękę (sic!) a nawet przywódcę strajku z Grudnia 1970 roku. Ach! I jeszcze wyprawa do Smoleńska w 2011 roku, jako polskij zahwatczik (rus. polski zaborca, tak nas żartobliwie nazywali) czyli żołnierz jego wysokości króla Zygmunta III Wazy.

  • smolensk 2011m
  • rajd zaslubin 2014 m
  • sabaton 2019 m

Ciekawość gna mnie na Bałkany, do Serbii, Bośni i Chorwacji gdzie oprócz betonowych ostańców epoki Tito i raf historii dawnej, odnajdywałem ślady po wojnie domowej w byłej Jugosławii z lat 1991-1995. Serbię zwiedzałem dwa razy i oglądałem twierdzę w Gołąbcu (Golubac), gdzie w 1428 zginął nasz najsłynniejszy rycerz Zawisza Czarny z Garbowa, herbu Sulima. Ciekawe, że ten sam rok odcisnął się piętnem na Szczecinie, chociaż zupełnie z innego powodu. To jakiś rok komety był?

  • smolensk 2011m
  • rajd zaslubin 2014 m
  • sabaton 2019 m
  • sabaton 2019 m

Żeby nie było, ciekawość ciekawością, jestem jednak niesłychanie spokojnym człowiekiem i domatorem. Uwielbiam zapaść się w mój worek sako i w otoczeniu kotów czytać książki. Zupełnie nic nadzwyczajnego.