Zdjęcie wpisu Odro, rzeko pogańska

Tym razem sięgnąłem po książkę "Odro, rzeko pogańska" Ireneusza Gwidona Kamińskiego. Autor należy do tych pisarzy, którzy byli rozpoznawani i nagradzani w czasach PRL (nagroda miasta Szczecina w 1958, i dwie nagrody Wojewódzkiej Rady Narodowej w Szczecinie w 1961 i 1968), ale ich gwiazda zgasła po roku 1990. W przypadku Kamińskiego dosłownie, bo zmarł 13 września 1995 roku w Szczecinie, wydając jedynie trzy książki w wolnej Polsce. Wychował się w Gnieźnie. Ukończył filologię polską na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W latach 1942–1945 został wywieziony do Niemiec na przymusowe roboty dla III Rzeszy. Debiutował ze swoimi wierszami w 1950 roku, na łamach tygodnika „Wieś”, wydawanego w Łodzi. W latach 1949–1954 był współpracownikiem prasy poznańskiej. W latach 1950–1952 należał do Związku Młodzieży Polskiej, a w 1953 roku wstąpił do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Od 1954 roku mieszkał w Szczecinie, gdzie w 1956-1957 był redaktorem działu literackiego tygodnika społeczno-kulturalnego "Ziemia i Morze". Był prezesem szczecińskiego oddziału Związku Literatów Polskich w latach 1958–1963, 1967–1970 i 1980–1983. W latach 1971–1985 był zastępcą redaktora naczelnego kwartalnika "Vinieta". W swoich powieściach historycznych sięgał do historii Pomorza Zachodniego ("Mściciel przypływa z Rugii", "Czerwony sokół", "Krystyna i Rapier"). Jak możemy przeczytać na okładce jednej z jego książek "Utwory te cechuje rzetelność w doborze realiów historycznych i w odtwarzaniu klimatu odległych epok oraz staranna, umiarkowana archaizacja języka".

Zbiorek "Odro, rzeko pogańska" składa się z trzech opowiadań. Pierwsze z nich "Cedynia" powstało w 1974 roku. Jest to literacka wizja bitwy pod Cedynią 24 czerwca 972 oraz kilku miesięcy ją poprzedzającą. Autor łączy fikcję z faktami, budując wciągającą opowieść. Mamy więc fikcyjny rozrachunek Stoisława, księcia Obodrzyców z Hermanem Billungiem. Obie postacie są historyczne, jednak ich konfrontacja już nie. Wątek ten jest wykorzystany by pokazać Hermana Billunga, który był spiritus movens niemieckiej polityki podboju słowiańskich plemion na północy i ekspansji na wschód. Tutaj też wprowadzenie fikcyjnych zwrotów akcji rozbija się o fakty historyczne. Herman Billung zmarł 27 marca 973, czyli już po bitwie pod Cedynią. Czyli całe przemyślenia i działania Hodona, by nie dopuścić do rozprzestrzenienia się pogłoski o śmierci Billunga "kupy się nie trzymają".

Po stronie polskiej, główną postacią opowiadania jest Czcibor, brat Mieszka I, który zajmuje się umacnianiem zachodniej granicy władztwa polańskiego. Jego postać idealnie pasuje Kamińskiemu z uwagi na stosunek Czcibora do chrześcijaństwa. Mimo, że Jan Matejko umieścił go na obrazie Zaprowadzenie Chrześcijaństwa, miał nie przyjąć chrztu i zostać poganinem. Kamiński podkreśla jego niechęć do kościoła, która doprowadza go na skraj konfliktu z bratem.

Kluczową różnicą jest również brak księcia Mieszka I w bitwie. Mieli go reprezentować dwaj zaufani woje: Krzyżan i Krszczon. Opis bitwy jest krótki i nie odbiega od obecnie przyjmowanego: wciągnięcie wojsk Hodona w pułapkę udawaną ucieczką i atak ukrytych wojsk z lasu.

Całość czyta się bardzo przyjemnie, stylizacje językowe są wyważone. Kamiński był zawodowym literatem, więc pod tym względem prezentuje bardzo dobry warsztat.

Pominę milczeniem (niemal) opowiadanie "Ojciec Marek", powstałe w 1949 roku. Jest to wpisująca się w czasy stalinowskie, antyklerykalna satyra. Ni przypiął ni wypiął w tym zbiorku, kompletnie nie pasująca do dwóch pozostałych opowiadań. Nie ma co czytać, szkoda czasu. Chyba, że ktoś lubi.

Trzecie opowiadanie "Ziemia nie milczy" z 1955 roku, jest najciekawsze i zafrapowało mnie najbardziej. Po raz kolejny mamy opowiadanie oparte na faktach, ale by bardziej pasowało do powojennej narracji, fakty przemieszczono nieco w czasie do 1934 roku, dodając dramatyczne zakończenie losów głównej postaci, profesora Otto Dernaua.

Profesor Otto Dernau jest historykiem, specjalistą od budowy okrętów, pracownikiem Muzeum Archeologicznego w Szczecinie, który został mianowany profesorem zwyczajnym Politechniki w Gdańsku. Wchodzi on w konflikt ze swoim przyjacielem, doktorem Teodorem Kunstelem, dyrektorem szczecińskiego Muzeum Archeologicznego. Profesor Dernau, ku oburzeniu przyjaciela, twierdzi, że w XI wieku Słowianie na Pomorzu posiadali liczną flotę, rozwinięte budownictwo okrętowe, że prowadzili handel morski i prezentowali wysoką kulturę morską. Potwierdzały to znaleziska archeologiczne - aż cztery łodzie z XI wieku odkryte na dwustukilometrowym pasie wybrzeża. Doktor Kunstel oburza się, że "Sławny badacz niemiecki dowiódł polskości Pomorza Zachodniego" a tym samym zaprzeczy nauce niemieckiej twierdzącej, że Słowianie tylko przejściowo zamieszkiwali te tereny, nie posiadali żadnych tradycji morskich i nie potrafili wykorzystać gospodarczych możliwości Bałtyku. Dopiero Niemcy zagospodarowali te tereny, czyniąc je przydatnym dla ogólnoeuropejskich stosunków ekonomicznych... i "zdobyli w ten sposób po wieczne czasy prawo do tych ziem". Proponuje by Dernau nie publikował wyników swoich badań. Nie dochodzą do porozumienia.

Po jakimś czasie okazało się, że doktor Kunstel przeprowadził "rekonstrukcję" jednej z łodzi mocną ją przerabiając. Eksponat zostaje wystawiony w Bramie Berlińskiej i podpisany "... germański statek z czasów wikingów, na którym dokonywano w XI wieku odległych wypraw morskich", z dopiskiem wersalikami "Wykopaliska świadczą, że Pomorze było zawsze niemieckie".

Profesor Dernau postanawia ujawnić fałszerstwo i dokonuje korekty w swoim rękopisie. Książkę wydaje. Jednak już po krótkim czasie zostaje aresztowany przez gestapo. Funkcjonariusz Prulke przesłuchuje profesora kilkakrotnie, nakłaniając go by odwołał wyniki swoich badań. Jednak Dernau jest nieugięty. Po kilku dniach zostaje zawieziony na miejsce odkrycia nowej łodzi, gdzie gestapowcy ostatecznie chcą go przekonać... wyjazd kończy się tragicznie dla profesora, a łódź zostaje ponownie zakopana.

Ciekawa historia, prawda? Tym bardziej, że niemal prawdziwa.

Opowiadanie wspomina dwie łodzie: Charbrowo I (Charbrów) odkryta w 1896 i wydobyta w 1900 roku, oraz Czarnowsko I (Charbrowo III) odkryta w 1931 roku, wydobyta dopiero w 1957 roku. Obecnie obie łodzie znajdują się w Muzeum Narodowym w Szczecinie.

Zacznijmy od szwarccharakteru opowiadania, doktora Teodora Kunstela. Nazwisko i opis postaci sugeruje, że jego odpowiednikiem powinien być Otto Kunkel (ur. 14 lipca 1895 w Grünbergu, zm. 18 lutego 1984 w Monachium), dyrektor Pommerschen Landesmuseums. Jednak nie on zajmował się konserwacją i rekonstrukcją łodzi Charbrowo I. Łódź przewieziono do Szczecina w 1900 roku, gdzie w roku 1905, jej rekonstrukcją zajął się Hugo Lemcke (ur. 5 grudnia 1835 w Pasewalku, zm. 8 sierpnia 1925 w Szczecinie), ówczesny konserwator prowincjonalny. Wyniki swoich prac opublikował w 1911 roku. I tutaj robi się ciekawie, bowiem "wykluczał możliwość wykonania jej na Pomorzu, twierdząc, że płaskie, pozbawione portów wybrzeże nie nadawało się do zastosowania tego typu jednostki". W łodzi znaleziono słowiańską ceramikę, lecz i na to Lemcke miał odpowiedź: "Wprawdzie w łodzi znaleziono ceramikę słowiańskich użytkowników łodzi, ale okres, z którego owa „wendyjska" ceramika pochodziła, w dziejach Skandynawii nosi nazwę „epoki Wikingów".

W ten sposób postawioną tezę miała poprzeć odpowiednia rekonstrukcja zabytku. Za wzór dla rekonstrukcji łodzi Charbrowo I przyjął Lemcke statek z IV wieku n. e., znaleziony w r. 1863 w Nydam (Dania), nie zważając na zasadnicze różnice konstrukcyjne między obu typami. Z łodzi charbrowskiej zachowała się jedynie denna część, bez stew. Była to jednostka płaskodenna, frachtowa, przeznaczona do żeglugi po spokojnych wodach osłoniętych. Lemcke, pragnąc upodobnić ją do statku skandynawskiego, uznał się za zmuszonego do dokonania wielu zmian w jej budowie. Polecił obciąć zakończenia stępki przy stewach, zakończenia klepek poszycia burt oraz zakończenia wręg. Następnie wmontował stewy, skośne w stosunku do płaszczyzny wodnic, o zakończeniach wystających daleko ponad linię relingu — typowych dla statku nydamskiego. Chociaż wszystkie znane łodzie pomorskie miały boczne, ukośne złącza stew z kilem, Lemcke zastosował złącza podobne do nydamskich, co było możliwe po obcięciu autentycznych końców kila. Jednocześnie ściosał krawędzie deski kilowej przy złączach ze stewami, skutkiem czego w związku z daleko do przodu wysuniętą dziobnicą i tylnicą partia rufowa i dziobowa łodzi uzyskała ostrzejszą smukłą formę, charakteryzującą statek nydamski. Wymagało to w konsekwencji usunięcia dwóch nie pasujących przy tych poprawkach wręg z rufy i dzioba. Na burcie dzisiaj jeszcze bez trudu znajdujemy ślady oryginalnych otworów kołkowych dla 13 wręg, podczas gdy w łodzi pozostawiono ich tylko 11. Nowy układ wręg nie dał się pogodzić z pierwotnym, toteż wywiercono nowe otwory kołkowe w celu połączenia usztywnienia poprzecznego z poszyciem. Obcięcie górnego zakończenia wręg nie pozwala obecnie ustalić wysokości i sposobu wykończenia burty. Lemcke wprowadził 6 dodatkowych rzędów desek, przy czym relingi i umocnienie wiosłowe wykonał na wzór współczesnych łodzi norweskich, a częściowo na wzór statku nydamskiego.

W 1934 roku, dyrektor Otto Kunkel w sprawie łodzi pisał:

W żadnym wypadku nie mogę przyjąć, aby skorupy te były przedsłowiańskie; wątpię, czy są one wczesnoniemieckie, i jestem całkowicie przekonany, że powstały w okresie słowiańskim... Osobiście nie widzę przyczyny, dla której nie można by Słowianom pomorskim przyznać umiejętności budowania takich statków (przejściowo byli oni nawet konkurencją dla Wikingów). Nie sądzę również, aby takie stwierdzenie było dla nas niebezpieczne — pod warunkiem, że należycie wyinterpretuje się zagadnienie osadnictwa (germańsko- wikińskowendyjskie w przeciwieństwie do polskiego i niemieckiego)

Jednak jego mgliste działania w sprawie łodzi Czarnowsko I oraz późniejsza decyzja o pozostawieniu jej w ziemi, może być interpretowana jako niechęć do udowadniania bytności Słowian na Pomorzu i ich wysokiej kultury morskiej... w czasach gdy kwestia ta była już mocno polityczna.

Zatem doktor Teodor Kunstel to połączenie Hugo Lemckego oraz dyrektora Otto Kunkela.

Archetypem profesora Otto Dernaua był profesor Otto Lienau (ur. 1 kwietnia 1877 w Berlinie, zm. 4 października 1945 w Neustadt/Holsztyn). Nie skończył on tragicznie jak bohater opowiadania, nie był tez prześladowany przez gestapo. Ale faktycznie, w swojej pracy Die Bootsfunde von Danzig-Ohra aus der Wikingerzeit, Gdańsk 1934, krytykował pogląd Hugo Lemckego, pisząc, że analiza technicznych właściwości jednostek pomorskich wykazała, że miały one niewielkie zanurzenie, pozwalające na żeglugę nawet po mniejszych, płytkich rzekach pomorskich.

Tutaj znajdziecie ciekawe zdjęcia łodzi Charbrowo I, w tym zdjęcie z wnętrza Bramy Berlińskiej (dzisiaj Bramy Portowej) o czym pisał w opowiadaniu I. G. Kamiński.

Co dalej z łodziami? Przetrwały wojnę (m.in dzięki staraniom dyrektora Otto Kunkela) i mimo znacznego zniszczenia oryginalnego wyglądu w trakcie rekonstrukcji jest eksponowana w Muzeum Narodowym w Szczecinie w gmachu przy ulicy Wały Chrobrego 3. Znajdują się tam również dwa modele łodzi z Charbrowa – jeden jest odwzorowaniem projektu sprzed wojny, na którym ciemniejszą barwą zaznaczono rzeczywisty zarys wydobytego wraku, reszta jest próbą rekonstrukcji nieudaną dlatego, że założono zbyt dużą wysokość burt; drugi prototyp prezentuje najbardziej wiarygodny wygląd łodzi.

Profesor Władysław Filipowiak (ur. 29 kwietnia 1926 w Kaczycach, zm. 31 marca 2014 w Szczecinie), dyrektor Muzeum Narodowego w Szczecinie w latach 1955–2000, próbował odwrócić zmiany dokonane przez Hugo Lemckego w łodzi Charbrowo I, ale ingerencja była zbyt daleko posunięta. Obecnie łódź jest hybrydą słowiańsko-wikińską. Obie łodzie były częścią wystawy "Słowianie na Bałtyku", otwartej w 1990 roku, gdzie prezentowano je na tle rysunków w zrekonstruowanej postaci.

Ha! Czyli jednak warto było czytać do końca. Książka jest najlepsza wtedy, gdy inspiruje do poszukiwań. A "Odro, rzeko pogańska", jak widać, zainspirowała bardzo mocno.

Cytaty i informacje pochodzą z:

Korabnictwo powiatu słupskiego. Znaleziska w miejscu ujścia Łupawy i Łeby oraz z okolicy Miastka, Władysław Goliński, Ustka 2008

Metryczka

Tytuł: Odro, rzeko pogańska
Autor: Ireneusz Gwidon Kamiński
Wydawnictwo: Krajowa Agencja Wydawnicza
Miejsce: Szczecin
Data wydania: 1989
Ilość stron: 103